Pokazywanie postów oznaczonych etykietą friends. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą friends. Pokaż wszystkie posty
MISTRZOSTWO ŚWIATA SIATKARZY
September, 2014





Przedwczoraj wieczorem po godzinie 23:00 zakończyła się przepiękna historia, która rozpoczęła się z początkiem września. Fani sportu pewnie wiedzą o czym mowa. Zakończyły się Mistrzostwa Świata w siatkówce, a Polscy siatkarze zostali MISTRZAMI ŚWIATA. Czuję się jakby ktoś właśnie sprowadził mnie na ziemie. Przez ostatnie trzy tygodnie starałam się układać grafik w pracy, tak bym mogła oglądać mecze Polaków i udało się zobaczyć wszystkie plus wybrać się na hale obserwować mecz Brazylia- Rosja, a także Niemcy- Canada oraz najważniejszy mecz, czyli FINAŁOWE SPOTKANIE. Miałyśmy nosa, by kupić bilet w kwietniu. Teraz na moich oczach spełniło się największe marzenie. Nawet sobie nie wyobrażacie co czuje. Od paru lat kibicuję i śledzę poczynania siatkarzy, ale nawet mi się nie śniło, że Mistrzostwa zostaną rozegrane w Polsce, a do tego Polska zagra w finale i go wygra, a ja będę na trybunach jedną z 13 tysięcy szczęśliwych osób. Wydarzyło się tyle fantastycznych rzeczy w czasie tych Mistrzostw. Chciałabym je wszystkie opisać, ale myślę, że pozostawię to po prostu dla siebie. Łzy szczęścia leciały wczoraj, leciały po meczach decydujących i chwilach nerwowych. Niesamowita radość w strefie kibica, gdzie fani się gromadzili i wspierali „Naszych”. Wspólne kibicowanie i okazywanie sympatii mimo że się nie znamy. Łzy lecą nawet teraz, na samą myśl, że to już się skończyło. Już nie będzie powrotu z pracy o 19:00 szybki prysznic, jedzenie do torebki i czym prędzej pod Spodek.  Moje imprezowanie trwało do 6:00 rano! Za co dziękuje znajomym, którzy ze mną byli i przeżywali te piękne chwile.  Czas wrócić powoli do rzeczywistości, chociaż będzie to bardzo trudne. Mamy niesamowite pamiątki w postaci zdjęć i filmików. Jak już je będę miała i będą nadawać się do publikacji, to nie omieszkam ich pokazać:) Aktualnie mam tylko parę zdjęć, a nie chcę czekać z publikacją, więc nacieszcie się tą ilością :)) Mistrzostwo świata nie zdobyli tylko siatkarze, ale i wszyscy kibice, którzy tak pięknie wspierali nie tylko naszych siatkarzy, ale też wypełniali hale podczas gdy grały inne drużyny. Mistrzostwo świata należy się za organizację oraz za genialne otwarcie jak i zakończenie imprezy. Oby więcej takich imprez w naszym kraju.


 Wrocław



Ciężko pogodzić się z porażką, a jeszcze ciężej gdy się kompletnie jej nie spodziewasz, gdy nie jesteś na nią nastawiona, bo jesteś przekonana, że wszystko zmierza w bardzo dobrym kierunku. Cóż, życie już nie raz mnie zaskoczyło i wiem, że jeszcze nie raz zaskoczy, sprawi niespodziankę taką, że mi szczęka opadnie. Czasem z całkowitej bezsilności można się już jedynie śmiać, bo nawet łez już brakuje. Jednak ja zawsze twierdze, że co nas nie zabije , to nas wzmocni i trzeba pozytywnie patrzeć w przyszłość. Po każdej burzy przyjdzie w końcu te słońce i nie ma co płakać, tylko spiąć tyłek i pokazać,na co nas stać. Człowiek gdy tylko chce, jest w stanie osiągnąć bardzo wiele, a nawet nie wie ile siły w nim drzemie.

Teraz przechodząc do innych spraw, to wczoraj spędziłam cudowny dzień w towarzystwie znajomych we Wrocławiu. Niesamowite emocje towarzyszyły spotkaniu, byłam w ogromny szoku, jak została przyjęta przez tyle ludzi. Pozytywnie oczywiście. Za dwa tygodnie ponownie wracam do Wrocławia, ale tym razem zostaje na cały weekend, a nie tylko na parę godzin. Zabieram ze sobą S. żeby pokazać jak piękne jest to miasto! :) Za tydzień również zwiedzę i poimprezuję w jednym z piękniejszych miast w naszym kraju, ale o tym innym razem :)



Spodnie, Bluza, Bluzka, Ramoneska: Reserved






 Black and White!



Za oknem świeci przepiękne słońce, a w powietrzu czuć wiosnę! Cudowne jest to, że to nie są słowa rzucane na wiatr, a faktycznie ją czuć! Dzisiaj obudziły mnie przepiękne promienie słoneczne, a gdy idę do pracy słyszę, jak ptaszki śpiewają i to chyba jest główny zwiastun, że właśnie wiosna idzie i jakiekolwiek mrozy nam już na pewno nie grożą! Czyż to nie jest wspaniała wiadomość! Urodzona jestem w czerwcu, więc, co jak co, ale najlepiej czuje się w letnie dni. I nawet gdy pojawiają się problemy w moim życiu, to w tak piękny słoneczny dzień, potrafię o tym choć na chwilkę zapomnieć :) I dzisiaj jest również ten dzień,kiedy postanowiłam wrócić do mojego ukochanego biegania. Kiedyś doszłam już do takiego momentu, że potrafiłam przebiec 30-40 minut bez żadnego zatrzymywania się, ale szybko widząc efekty przestałam biegać, plus pojawiła się przeprowadzka do Wrocławia i tak jakoś zaprzestałam moich "treningów". Również nagle Wrocław wybił mi z głowy jakiekolwiek zasady żywieniowe, które stosowałam przez prawie dwa lata. Do czerwca zostały 4 miesiące, a więc czas się wziąć za siebie, zacisnąć pasa i pokazać,a  raczej udowodnić samej sobie, że też potrafię!  Może pomyślę o tym, by publikować jakieś moje efekty, czy coś w tym rodzaju:)

Jeśli chodzi o zdjęcia, to przychodzę do Was ze zdjęciami jeszcze z Rzeszowa. Nowe pojawią się w niedziele, mam nadzieję, że tak jak to zawsze bywa, mój dzień z Roksanką, jak zwykle będzie niesamowicie owocny w zdjęcia. Może nawet już w czwartek uda się coś pokombinować! Na pewno biorę się za częstsze dodawanie postów, to mogę obiecać! :) Co do mojej "stylizacji", to wszystko jest upolowane na wyprzedażach, w sumie ostatnio dość nieźle się obkupiłam, a pracując w jednej z marek odzieżowych, nie trudno o szaleństwo zakupowe :)



 Przed wczoraj przeżyłam jeden z najlepszych dni w moim życiu. Może się wam wydawać, to dość głupie, że wyjazd na mecz siatkówki do Rzeszowa był takim dniem, ale tak było. Mam wrażenie, że uczestniczyłam w jakimś bardzo, ale to bardzo ważnym wydarzeniu. Wyjazd był totalnie spontaniczny, w ogóle nie brałam pod uwagę tego, że znajdę się właśnie w tym mieście na meczu ! Moja ukochana drużyna, której kibicuje już ładne pare lat, właśnie osiągnęła kolejny sukces i zapisała się w kartach historii. Zacznijmy od tego, że po raz pierwszy w historii polskiej siatkówki, dwie Polskie ekipy walczyły ze sobą o wejście do finału ligi mistrzów. Udało się to mojej drużynie- Jastrzębski Węgiel pokonał Resovie i to właśnie,Jastrzębianie polecą do Turcji walczyć o trofeum!

Jechałam tam wraz z R. na całkowitym spontanie, bez biletów na mecz. Gdy stałyśmy w niesamowicie długiej kolejce, byłyśmy wręcz przekonane, że nie zdołamy ich zakupić. Z pomocą przyszedł najpierw jeden z siatkarzy, ale ostatecznie, mimo że kupiłyśmy bilety, weszłyśmy z klubem kibica naszej drużyny i sprzedałyśmy je przypadkowo napotkanym osobom. Był to jeden dzień, a tyle się wydarzyło w ciągu tego dnia, że aż trudno mi w to uwierzyć, że w ciągu 24h można tyle zrobić i "osiągnąć". Poznałyśmy tylu fantastycznych ludzi, którzy wymienili się z nami kontaktami.  Może dlatego, to było dla mnie coś "wielkiego", gdyż to był mój pierwszy mecz od 4 lat, na którym nie byłam "dziennikarzem", a kibicem! Z tego miejsca dziękuje R. za tak wspaniałą przygodę, oby takich więcej! :)


 

Trochę spóźniłam się z tą notką, bo wypad do Opola był jakieś dwa tygodnie temu, ale włąsnie teraz, gdy nie mam żadnych zdjęć, a mój wspaniały fotograf obija się nadal w rodzinnej atmosferze postanowiłam, że relacja z mojego wypadu do Opola, będzie najlepszym wyjściem. Do Opola wybrałam się z Anną do Olgi :) Ania i Ola są siostrami, a ja znam się z nimi 21 lat! To się nazywa znajomość:)  Bardzo długo kombinowałyśmy nad terminem, nie szło się w ogóle zgrać, bo ciągle albo studia, szkoła, albo praca. W końcu się udało. I powiem Wam, że Opole zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Nie spodziewałam się zbyt wiele, a zobaczyłam naprawdę ładne miasto. Znowu, gdy jechałam do Wrocławia, to oczekiwałam wiele, a w sumie się zawiodłam. Koniecznie muszę wrócić do tego miasta w okresie, gdy będzie cieplej, a kurtka zimowa nie będzie przeszkadzać w ruchach :)

Tak troszkę od strony historycznej, to Opole Od 1950 r. jest stolicą województwa opolskiego. Opole jest położone w południowo-zachodniej Polsce, na obszarze Niziny Śląskiej nad rzeką Odrą. Pod względem administracyjnym, Opole jest stolicą województwa opolskiego oraz miastem na prawach powiatu. Do roku 1945 znajdowało się jednak w obrębie Niemiec, a do 1950 r. na terenie województwa śląskiego. Najbardziej żałuję, że nie udało się zobaczyć tego miasta nocą, położyć się nad Odrą i tak po prostu odpoczywać, ale na to przyjdzie czas, gdy temperatura będzie na to pozwalała. Wiele nie zobaczyłam, gdyż było zimno i po zobaczeniu głównej części miasta, jedynym naszym pragnieniem było to, by ściągnąć kurtki w jakimś ogrzewanym miejscu :)

Pink Jacket

 


Jest i on, Mój drugi ukochany miesiąc w roku właśnie nastał. Grudzień, bo to właśnie o tym miesiącu mowa trwa już dwa dni, a ja jestem niesamowicie szczęśliwa widząc jak wszystko wkoło zmienia się w jedno wielkie świąteczne miasto. Jeszcze brakuje tylko śniegu i będzie idealnie. Jestem jedną z tych osób , które nad życie kochają święta i cały ten szum wokół Bożego Narodzenia. Zostało to we mnie z czasów dzieciństwa, gdzie święta były dla nas magicznym przeżyciem. Wspólna kolacja, co nie zdarza się normalnie w ciągu roku, prezenty, choinka, kolędy i wiele innych tradycji.

Jednak chciałabym dodać jeszcze stylizację, która może i była robiona na niesamowitym mrozie, ale wydaje mi się, że po mnie tego na pewno nie widać :) Uwierzcie mnie, że zmarzłam niemiłosiernie. Kurtka w tej stylizacji jest głównym elementem. Dlaczego różowa? Hmm tak już wyszło przypadkowo. Ożywiła cały strój i dodała pewnego charakteru. Szkoda, że buty, które miałam na sobie nie są bardziej widoczne, bo one to dopiero dały "czadu". No i tak jak to wspominałam, przy wcześniejszym wpisie. Ścięłam włosy i szczerze, to na żywo wyglądają na jeszcze krótsze! Ale mam w planach pewną sesję, do której musi dojść i wtedy to już na pewno będzie widać idealnie włosy :)

 
Człowiek bez pasji, nie wie jak żyć!


Tym razem nie będzie o modzie, a o mojej pasji, bo tego to już dawno tutaj nie było. Ludzie fascynują się przeróżnymi "rzeczami", ja natomiast, co pewnie wielu z Was wie, że moją pasją jest sport, a dokładniej to siatkówka. Była to miłość od pierwszego wejrzenia. Jak to się w moim przypadku zaczęło? Wszystko dzięki mojemu tacie, który pewnie nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, jak bardzo jestem mu za to wdzięczna. Pewnego dnia, a dokładniej było to w 2006 roku tata podszedł do mnie i powiedział mi, że siatkarze grają na Mistrzostwach perfekcyjnie i wygrywają każdy mecz 3:0. Na początku pomyślałam, że co mnie to interesuje, ale po chwili stwierdziłam, że chcę zobaczyć kolejny ich mecz. Kolejne spotkanie naszych siatkarzy odbywało się o 4:00 rano i grali z Kanadą. Wstałam. Zobaczyłam. Zakochałam się. Od tej pory nie zaczęłam się tym interesować. Po miesiącu, gdy wszystko odnośnie reprezentacji ucichło, zabrakło mi tych emocji i postanowiłam pojechać na mecz ligowy. Po wejściu na halę i usłyszeniu kibiców, wiedziałam, że to jest moje miejsce. A jak zaczęłam pisać dla portali siatkarskich i jak to się stało,że wchodzę na mecze jako prasa,opowiem innym razem :)

Co takiego jest fascynującego i niesamowitego w tym właśnie sporcie? Walka jaką pokazują nasi siatkarze/siatkarki jest niewyobrażalna. Siła i ambicją jaką wkładają w każdą akcję jest do pozazdroszczenia. Ich można nazwać 100% sportowcami. Poświęcają swoje zdrowie dla jednego punktu, by tylko to właśnie ich drużyna wygrała mecz. Te emocje, które panują na hali są niesamowite. Może się Wam wydać to dziwne, ale na hali czuję się jak ryba w wodzie. Tam na te parę godzin zapominam o codziennych problemach i mogę skupić się na czymś innym. Mimo, że nie chcę wiązać moje przyszłości z dziennikarstwem, to jednak praca w klubie jak najbardziej jest dla mnie :)

 
Jesień, jesień, jesień!:) 


Po bardzo długich dwóch dniach dla mnie, mogę nareszcie w spokoju napisać cokolwiek na blogu. Nocka w pracy dała mi w kość, a do tego malutkie problemy rodzinne. Dziś po pracy udało mi się spotkać z dziewczyną, która obiecała nawiązać ze mną "współpracę" odnośnie zdjęć na bloga, a więc teraz możecie się spodziewać lepszej jakości:) Oczywiście oprócz samych zdjęć, to mam też oczywiście okazję oczywiście pobyć z R.

Jak to jest możliwe, że plany, moje plany mogą zmieniać się w ciągu paru minut. Jestem chyba dziwnym typem człowieka, który nie tyle, że nie wie czego chce, a za dużo chce! Dziwnie to brzmi :" Za dużo" "Za dużo", ale w dobrym znaczeniu tych słów, czyli chciałabym studiować przynajmniej trzy kierunki, mam trzy prace marzeń, jak nie więcej, chcę uczyć się języków, a do tego jeszcze chciałabym zwiedzać świat, a do tego założyć rodzinę, czy to nie jest za dużo jak na jedną osobę? :) Chyba faktycznie za dużo biorę na swoje barki!


 
Każdy ko­lej­ny dzień, to ko­lej­na zmiana w życiu...


Przeglądając zdjęcia na swoim komputerze natknęłam się na zdjęcia, które były robione dokładnie rok temu we Wrocławiu. Patrząc na nie uświadamiam sobie jak wiele się zmieniło w moim życiu. Patrze na siebie na tych zdjęciach i dochodzę do wniosku, że wtedy jeszcze nie byłam świadoma jak wiele zmieni się od września 2012. Nawet wtedy, byłam w trakcie zmian. Zmieniałam pracę, co wyszło mi na dobre. Okazało się, że poznałam dzięki temu wiele wspaniałych i fantastycznych osób i nawet teraz, gdy już nie mieszkam na stałe we Wrocławiu, utrzymuję z nimi kontakt. To nawet swoją drogą jest wspaniałe uczucie oglądać zdjęcia i przypominać sobie tamtejsze wydarzenia i patrzeć w jakim miejscu byłam, a w jakim jestem teraz. Nie żałuję niczego, co wydarzyło się w tym mieście, bo to mnie w pewien sposób ukształtowało. Parę dni temu z M. wspominałyśmy jak kiedyś nawet bałam się podejść do kierowcy Taxi i zapytać o drogę, a teraz...? Teraz sama poznaję od tzw. "kuchni" drugie miasto i dobrze mi z tym :) A co będzie za rok? Tego nie wiem, może Warszawa? :)



Najstarsza dzielnica Wrocławia -Ostrów Tumski

W drugim dniu, gdy odwiedziła mnie A. postanowiłam pokazać jej jedną z piękniejszych części Wrocławia. Ostrów Tumski wraz z Wyspą Słodową. Ostrów jest najstarszą zabytkową częścią Wrocławia..Powstała ona nieopodal ujścia rzek Oławy na południu. Pierwsi osadnicy pojawiali się na tych terenach około X wieku. Główną budowlą ówczesnych mieszkańców, był kościółek św. Marcina, który wykorzystywano w charakterze książęcej kaplicy. Otoczony był fortyfikacją oraz Odrą. Rzeka prócz funkcji ochronnej, była podstawową drogą komunikacyjną. Podczas drugiej wojny światowej wszystko co znajdowało się w tej dzielnicy zostało doszczętnie zniszczone. Jego nieustanna odbudowa trwa do dziś. Modernizacja ma sprawić, aby to miejsce odzyskało dawny blask i służyło przez wiele kolejnych lat.






 




Sukienka: Stradivarius, Kurtka i buty: No name, Torebka: Mizensa 







"W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca."

Wrocław jest pięknym miastem. Ciągle odkrywam go na nowo. Mimo tego, że żyje w tym mieście już rok, cały czas czymś mnie zaskakuje. Każda pora roku ma coś w sobie. Pamiętam jak dokładnie rok temu zjawiłam się w tym mieście, to nie podobało mi się. Płakałam i żaliłam się , że chcę wyjechać do Krakowa. I choć dalej kocham Kraków, to ciężko mi jest wyjeżdżać z tego miasta. Aktualnie przebywa u mnie A. z bloga : www.walkingonair-walkingonair.blogspot.com, którą oprowadzam po Wrocławiu. Nareszcie udało się jej zjawić w moich skromnych progach.

Jeśli chodzi o mój strój, to niestety,ale nie mogę Wam podać konkretnych marek, gdyż wszystko pochodzi z mało znanych sklepów. Jedynie torebka została zakupiona rok temu w CCC.









Ciągłe zmiany

W moim przypadku stwierdzenie, że kobieta zmienia zdanie przeciętnie co minutę, jest jak najbardziej prawidłowe. Wszystko wydaje mi się, że rozstrzygnie się we wtorek, a więc do tego czasu nie będę nic tłumaczyć. Właśnie się dowiedziałam, że zaliczyłam poprawkę, którą wczoraj pisałam i mogę odetchnąć z ulgą, gdyż oficjalnie już jestem studentką drugiego roku Turystyki i rekreacji. Pierwszy zjazd na uczelnie mam bardzo szybko, bo już za dwa tygodnie! Wczoraj po dość długim i ciężkim dniu dla mnie relaksowałam się we Wrocławiu. Przespacerowałam niesamowitą ilość kilometrów, zwiedziłam wiele miejsc przypominając sobie jak piękne jest to miasto. Ostatecznie wróciłam do domu po trzeciej w nocy.

Koszula:H&M, Spodenki:H&M,Kurtka: bazarek, Trampki: allegro, Okulary: New Yorker,Torebka: Mizensa




Bystrzyca Kłodzka

Parę dni temu koleżanka z pracy zabrała mnie ze sobą do swojego rodzinnego miasta. Bystrzyca Kłodzka zauroczyła mnie nie tylko pięknym widokiem na góry, ale również niesamowitym spokojem. Mimo tego, że wyjazd trwał zaledwie dwa dni, to jestem bardzo wdzięczna Adzie, że mnie w to miejsce zabrała ze sobą. Aktualnie przebywam w domu u rodziców i grzeje się na dworze, korzystam ze słońca, bo to już przecież połowa sierpnia. Ani się nie obejrzę, a będzie jesień :)











Koszula: Mojej mamy sprzed 15lat, Spodenki: New Yorker, Trampki: Allegro

Życia nie da się zap­la­nować.Los zro­bi co będzie chciał,nie zważając na nasz plan.



Na dworze burza, w pokoju ciemno i do tego wszystkiego w głośnikach rozbrzmiewa muzyka, która wręcz wymusiła na mojej osobie, bym chwyciał laptopa i zaczęła przelewać, to co aktualnie siedzi w mojej głowie. Do tego wszystkiego brakuje mi lampki wina, by jeszcze bardziej poczuć klimat dziesiejszego wieczoru. Siedze zamknięta sama w swoich czterech ścianach, w swoim pokoju, gdzie myśli same napływają do głowy. Mam tyle planów w głowie, a tak naprawdę życie je zweryfikuje. Jest takie znane przysłowie, nie wiem jak poprawnie brzmiało, ale zachowam sens tej wypowiedzi, otóż chcesz rozśmieszyć Boga, to powiedz mu o swoich planach. I coś w tym jest. Ludzie, gdy aż nad to wybiegają w przyszłość ze swoimi planami, nagle zderzają się z rzeczywistością i muszą na nowo budować swoje plany, zmieniać je. Zastanawiam się co jest lepsze. Ciągłe planowanie, przewidywanie własnej przyszłości, ustalanie wszystkiego co do każdego jednego drobnego szczegółu, czy może jednak życie z dnia na dzień. Spontaniczne decyzje podejmowane w chwilach, gdy tak naprawdę myślimy jedynie emocjami, a rozum schodzi gdzieś na drugi plan. Nie przejmowanie się niczym i korzystanie z życia.Oba sposoby na życie mają swoje plusy jak i minusy, ale chyba kluczem do tego wszystkiego jest znalezienie złotego środka, czyli czegoś pomiędzy tym. Żyć chwilą, ale z nutką rozwagi i do tego odrobinę planowania nikomu nie zaszkodzi. Dlaczego właśnie taki,a nie inny temat poruszyłam w tym poście? Ponieważ ostatnio moje życie jest pełne niespodzianek, ciągle moje plany się zmieniają, a ja sama przestałam się temu opierać. Ciągle los stawia przede mną jakieś niespodzianki,a w ostatnim czasie same pozytywne. No i drugi powód, dostałam kilka propozycji odwiedzenia znajomych poza granicami naszego kraju w najbliższym czasie, ale z drugiej strony nie znam dokładnego terminu i jak to będzie przebiegać, ale chętnie z tych zaproszeń skorzystam. Wiem jedno, muszę odkładać pieniądze na te podróże, a reszta jakoś się ułoży. Prace, studia i inne sprawy się jakoś z tym pogodzi, bo z pozytywnym nastawieniem wszystko lepiej wychodzi :)

Dalej, dalej chcę...próbować.



Oj to są chyba pierwsze wakacje w moim życiu, które przelatują mi tak szybko. Nawet nie wiem kiedy skończył się lipiec, a tu już prawie połowa sierpnia. Niewyobrażalnie szybkie tempo! Odkąd odwiedziły mnie we Wrocławiu dwie Karoliny, także jedna z moich wspaniałych koleżanek wróciła do siebie do domu do Kielc, ciągle myślę o powrocie. Bądź o jakiś większych zmianach w swoim życiu. Nie twierdzę,że jest mi źle we Wrocławiu, ale tęsknie niesamowicie za domem, za takimi zwykłymi codziennymi sprawami. Oglądanie wiadomości z rodzicami i w tym samym momencie jedzenie kolacji. Co sobotnie sprzątanie całego mieszkania i gotowanie obiadu rodzeństwu. Wylegiwanie się na trawie w ogrodzie i zbieranie truskawek ze swojego pola. Budzenie się o 6:00 rano bez budzika i robienie w niedzielny słoneczny poranek naleśników dla mojej siostry. Takie zwykłe, proste czynności, a mi tego bardzo brakuje. Z drugiej strony, gdy udaje mi się wyrwać z Wrocławia na dwa dni do domu, to po paru godzinach zaczynam zastanawiać się co bym właśnie robiła we Wrocławiu itp. Nawet ostatnio pojawiła się myśl wyjazdu poza granice naszego kraju i już nawet był termin ustalony i już bilety prawie kupione na 1 października, ale po dłuższym przemyśleniu tej sprawy doszłam do wniosku i ostatecznie zdecydowałam, że najpierw studia skończę chociaż na poziomie licencjata, a potem mogę rozbijać się po świecie i korzystać z chwili:)To tylko dwa lata, a biorą pod uwagę fakt, że ten pierwszy rok minął mi tak szybko,to wydaje mi się, że to jest dobra decyzja. Tym bardziej, że w planach mam zrobienie pewnych kursów przydatnych w przyszłości, więc wątpię żebym do tego później wróciła.












Słońce świeci nad nami!

W niedzielę termometry we Wrocławiu pokazywały nawet 36 stopni ! Coś niebywałego. A najlepszym sposobem, by nie „stracić” tak pięknego dnia, było zanurzyć się w jakimś morzu, jeziorze czy zalewie. Z grupką znajomych postanowiłam wybrać się nad zalew, (bo co jak co, ale nad morze troszkę daleko :))by jakoś przetrwać ten dzień bez większych obrażeń. Oczywiście nie obyło się bez bólu głowy, ale na moje szczęście woda idealnie schładzała całe ciało i tak naprawdę było tylko parę chwil, gdy wychodziłam z wody. Najczęściej żeby tylko się czegoś napić lub przekąsić, chociaż z tego co sobie przypominam, to sałatkę owocową jadłam siedząc na brzegu zalewu. Ze znajomymi wstępnie jestem umówiona na kolejny taki wypad w najbliższą niedziele, oczywiście jeśli pogoda dopisze, a o to w najbliższych dniach raczej nie muszę się martwić. Miejsce, które odwiedziliśmy znajduje się 20km za Wrocławiem. W pewnym momencie widoki przypominały mi Chorwację!







LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...